Mnóstwo ostatnio mam powodów do dumy. Nasz mały chłopiec został uczniem i dzielnie każdego dnia z teczką w ręku maszeruje do szkoły. Nie ma marudzenia i płaczu, jest za to odwaga i chęci do nauki. Mam przekonanie ( jak każda matka), ze nikt nie ma takiego odważnego i dzielnego dziecka, które mimo nieznajomości języka potrafi się porozumieć z nauczycielami, nie boi się pytać( po polsku), nie boi się odpowiadać( po polsku....albo francusku - coś co akcentem przypomina angielski ale nie ma żadnego sensu:)).
Tomasz to jeden z powodów do dumy.....kolejnym jest Ola, która nie ma żadnych problemów w szkole, bawi się z rówieśnikami, czyta po angielsku książki( woli czytać po angielsku niż po polsku). zapisała się do klubu po szkole - co jest nie lada wyczynem dla dziecka, które jeszcze kilka miesięcy temu nie lubiło szkoły, czuło się wyobcowane i samotne.
Trzeci powód to moja druga połówka, która przez 1,5 roku pobytu w UK osiągnęła więcej niz nie jeden Anglik. Jestem dumna i podziwiam za determinacje, upór i ambicje. Szkoda tylko, że Ci którzy w pewnym sensie mają wkład w ten sukces, tego nie doceniają. Wychowanie, wypuszczanie na głęboką wodę, brak wsparcia powodują, że człowiek się hartuje. Świadomość tego, że musimy liczyć tylko na siebie, ciągle się rozwijać jest najlepszym kołem napędowym. Tak więc czy należałoby podziękować tym, którzy nie pomagali? Chyba jednak nie bo wspierać, podtrzymywac na duchu a hamować to zupełnie inne sprawy.
To tak jak z małym dzieckiem, które uczy się chodzić, nie można go zatrzymywać ale ciagle być w pobliżu, bo gdy się potknie to MY go złapiemy.
Dziękuję więc tym, którzy zawsze byli przy nas, służyli radą i nie tylko bo poczucie bezpieczeństwa to potrzeba pierwszorzędna.
A na koniec zdjęcie za które M mnie zabije.....ale zawsze chciałam takie MU zrobić:)
czwartek, 18 września 2014
czwartek, 4 września 2014
"lajfstajl"
Albo ja jestem zacofana albo świat zwariował. Nieustannie, z każdej strony jestem bombardowana blogami, artykułami, profilami na fb, które albo pokazują mi jak żyć albo uświadamiają, że moje życie jest puste i bezwartościowe bo jak nie kupię sobie branzoletki lilu (czy jakoś tak), albo nie jadę na urlop na Korfu czy w inne pioruńsko drogie i gorące miejsce to jestem beznadziejna i powinnam się ogarnąć bo marnuję swoje życie. Ludzie! Po kiego grzyba wypisujecie te brednie. Czy skoro ja lubie poleżeć na sofie przed telewizorem i gnić ogladajac Na Wspólnej zamiast uprawiać jogę czy chodzić do knajpy na sushi to jestem ograniczona? Z drugiej strony....natknęłam się dziś na profil dziewczyny, która na FB ma sporo lajków bo dumna jest z tego, że jest beznadziejną panią domu. Nosz ja cię kręcę, ludzie lubią usprawiedliwiać swoje lenistwo ale, że można na tym jeszcze kasę robić to bym nie pomyślała. Najsmutniejsze w tym jest to, że biznes blogowy i inne społecznościowe portale robią kasę na niskim poczuciu wartości. Kup tą torebkę a będziesz ładniejsza, idz do tej knajpy to będziesz fajniejsza, pojedz na drogie wakacje a ludzie będą ci zazdrościć a jak to ci nie pomoże i nadal bedziesz czuć sie bezwartościowy to powiedz wszystkim, że ci nie zależy i w ogole teraz jest w modzie być leniem i arogantem a jak ktoś jest dobrym, uczciwym, pracujacym, dbajacym o dom i rodzinę człowiekiem to jest zwyczajnym lapsem!
Dokąd ten świat zmierza?
Dokąd ten świat zmierza?
poniedziałek, 1 września 2014
Wróciliśmy
......i nawet już do ograniczonej przestrzeni się przyzwyczaiłam....łatwo nie jest....ale życie to nie bajka więc trzeba iść do przodu. Tęsknię za "kofinką" za rodziną, wspólnymi obiadami i wieczorami, tęsknię za bliskością dzieci z dziadkami i za domem....moją przestrzenią. Co nas nie zabije to nas wzmocni więc w naszym życiu kolejne zmiany, więcej pracy i obowiązków...nie będzie tyle czasu na myślenie....no i znów cieszy mnie robienie zdjęć....aparat odratowany działa bez zarzutu ( na razie).
wtorek, 12 sierpnia 2014
Bo wakacje są od tego aby bawić się na całego!
Odpoczywamy........jest cudownie..........żeby to mogłabym nie kończąca się opowieść:)
poniedziałek, 7 lipca 2014
K jak katolicyzm
Moja Ola uczęszcza do katolickiej szkoły. W sumie to był przypadek, że tam trafiła....dużo Polaków - pomyśleliśmy, że tak będzie dla niej lepiej. Jeśli szkoła katolicka to sakramenty - Pierwsza komunia była dla nas nie tak bardzo oczywista jak dla innych rodziców. Miałam dylemat czy posłać Olę bo choć sama zostałam wychowana w wierze katolickiej to nie wiele z tej wiary we mnie pozostało. Koniec końców dziecko moje komunię przyjęło - choć kompletnie nie rozumie o co w tym wszystkich chodzi. Większość dzieci przyjmuje ciało Jezusa jako smakołyk i możliwość wystąpienia podczas mszy na środek kościoła. Wiele dzieci z nią przyjętych chodzi z rodzicami co tydzień na mszę a i tak ich świadomość jest bardzo nikła, więc argument, że to moja wina bo nie uczę jej wiary do mnie kompletnie nie przemawia. Moje dziecko zaskoczyło mnie niedawno pytaniem czy wierzę w Boga. Zanim jej odpowiedziałam ona stwierdziła, że nie wierzy bo to jakieś bajki. No i jak ja matka która nie może wierzyć bo przecież wiem, że człowiek powstał w procesie ewolucji a nie z Adama i Ewy, mam opowiadać te historię dziecku i utwierdzać ją w przekonaniu, że tak było. Jak mogę prowadzić ją do kościoła, przyjmować Pana Jezusa do serca kiedy wiem, że to zwykły opłatek poświęcony przez księdza, który jest zwykłym człowiekiem wyświęconym przez innego człowieka. Jak mam prowadzić Ją do spowiedzi kiedy sama spowiadać się nie idę bo kłóci się to z moim pojmowaniem prywatności. Czy to z mojej strony hipokryzja? Trochę tak, chyba nie dojrzałam jeszcze żeby odciąć się od pewnych stereotypów, przedstawić swoje stanowisko i nie przejmować się co powiedzą inni. Całe szczęście żyjemy teraz w bardziej liberalnym kraju, gdzie para lesbijek idąca główną ulicą nie wywołuje większego zainteresowania. Niemniej jednak przekonałam się jak bardzo w ludziach zakorzeniona jest potrzeba przynależności i akceptacji. Nikt z nas nie chce być inny, tak bardzo chcemy tworzyć całość z innymi, że jesteśmy w stanie zaprzeczać swoim przekonaniom. Zmierzając do końca tego teologicznego wywodu, za cztery lata czeka mnie kolejna decyzja, kolejne dziecko będzie mogło stanąć przed ołtarzem, czy się na to zdecydujemy czas pokaże ale już teraz wiem, że nawet najbardziej wierzący ludzie nie są w stanie przekonać mnie do powrotu na łono kościoła, zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, zbyt wiele złych przykładów ze strony kleru mogłabym przytoczyć by móc stać się jedną z owieczek. Wierzących ludzi bardzo szanuję i akceptuje ich stanowisko, choć czasem trudno mi pojąc jak można w tak dużym stopniu pozwolić na wdzieranie się religii w życie, manipulowanie nim. Jest jednak jedna zaleta wiary która myślę przekonuje wielu ludzi do nawrócenia. Przewodnik - niejednokrotnie w ostatnim czasie słyszałam, że Jezus daje odpowiedzi, rozwiązuje problemy jest przewodnikiem. Ściąga to w jakiś sposób z katolików potrzebę podejmowania decyzji, oczekiwanie na sygnał i modlitwa jest prostszym rozwiązaniem. A co gdy nie wszystko idzie po naszej myśli i to o co się modlimy nie zostało nam dane - to się nazywa opatrzność Boska - czyż to nie naiwne?
c.d.n
c.d.n
czwartek, 3 lipca 2014
Spokój
Sama się dziwię....jak by mnie ktoś zaczarował....tyle przeciwności losu, tyle kłopotów a ja spokojna i szczęśliwa....zero paniki, zero nerwów....Rodzinko już niedługo się zobaczymy, przytulimy i nagadamy:)
piątek, 6 czerwca 2014
Rozterki
Do wakacji pozostało niecałe 1,5 miesiąca, w tym czasie czeka nas przeprowadzka i Oli komunia. Codziennie mam ręce pełne roboty a głowę jeszcze pełniejszą od myśli. Bo choć w PL czekają na nas najbliżsi to wiemy, że przed pozostawionymi rok temu niedokończonymi spawami prawdopodobnie nie będziemy w stanie uciec. Mówi się , iż czas leczy rany ale w tym przypadku rany te za każdym razem będą na nowo rozrywane i dopóki jasno nie przeciwstawimy się nadstawianiu drugiego policzka dopóty za każdym razem odwiedzając Polskę będziemy czuli niesmak.
Ostatni rok był dla nas wielkim wyzwaniem, całe szczęście do tej pory wszystkie napotykane problemy udawało nam się rozwiązać. Doświadczenia te sprawiły, że jesteśmy bardziej pewni siebie i swoich racji.
Pewnie niektórzy swierdzą, że po roku emigracji się zmieniliśmy - i będzie to prawda, bo nikt już mi nie wmówi, że białe jest czarne a czarne jest białe.
Polsko See You Soon:))))))
Ostatni rok był dla nas wielkim wyzwaniem, całe szczęście do tej pory wszystkie napotykane problemy udawało nam się rozwiązać. Doświadczenia te sprawiły, że jesteśmy bardziej pewni siebie i swoich racji.
Pewnie niektórzy swierdzą, że po roku emigracji się zmieniliśmy - i będzie to prawda, bo nikt już mi nie wmówi, że białe jest czarne a czarne jest białe.
Polsko See You Soon:))))))
Subskrybuj:
Posty (Atom)
