Moja Ola uczęszcza do katolickiej szkoły. W sumie to był przypadek, że tam trafiła....dużo Polaków - pomyśleliśmy, że tak będzie dla niej lepiej. Jeśli szkoła katolicka to sakramenty - Pierwsza komunia była dla nas nie tak bardzo oczywista jak dla innych rodziców. Miałam dylemat czy posłać Olę bo choć sama zostałam wychowana w wierze katolickiej to nie wiele z tej wiary we mnie pozostało. Koniec końców dziecko moje komunię przyjęło - choć kompletnie nie rozumie o co w tym wszystkich chodzi. Większość dzieci przyjmuje ciało Jezusa jako smakołyk i możliwość wystąpienia podczas mszy na środek kościoła. Wiele dzieci z nią przyjętych chodzi z rodzicami co tydzień na mszę a i tak ich świadomość jest bardzo nikła, więc argument, że to moja wina bo nie uczę jej wiary do mnie kompletnie nie przemawia. Moje dziecko zaskoczyło mnie niedawno pytaniem czy wierzę w Boga. Zanim jej odpowiedziałam ona stwierdziła, że nie wierzy bo to jakieś bajki. No i jak ja matka która nie może wierzyć bo przecież wiem, że człowiek powstał w procesie ewolucji a nie z Adama i Ewy, mam opowiadać te historię dziecku i utwierdzać ją w przekonaniu, że tak było. Jak mogę prowadzić ją do kościoła, przyjmować Pana Jezusa do serca kiedy wiem, że to zwykły opłatek poświęcony przez księdza, który jest zwykłym człowiekiem wyświęconym przez innego człowieka. Jak mam prowadzić Ją do spowiedzi kiedy sama spowiadać się nie idę bo kłóci się to z moim pojmowaniem prywatności. Czy to z mojej strony hipokryzja? Trochę tak, chyba nie dojrzałam jeszcze żeby odciąć się od pewnych stereotypów, przedstawić swoje stanowisko i nie przejmować się co powiedzą inni. Całe szczęście żyjemy teraz w bardziej liberalnym kraju, gdzie para lesbijek idąca główną ulicą nie wywołuje większego zainteresowania. Niemniej jednak przekonałam się jak bardzo w ludziach zakorzeniona jest potrzeba przynależności i akceptacji. Nikt z nas nie chce być inny, tak bardzo chcemy tworzyć całość z innymi, że jesteśmy w stanie zaprzeczać swoim przekonaniom. Zmierzając do końca tego teologicznego wywodu, za cztery lata czeka mnie kolejna decyzja, kolejne dziecko będzie mogło stanąć przed ołtarzem, czy się na to zdecydujemy czas pokaże ale już teraz wiem, że nawet najbardziej wierzący ludzie nie są w stanie przekonać mnie do powrotu na łono kościoła, zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, zbyt wiele złych przykładów ze strony kleru mogłabym przytoczyć by móc stać się jedną z owieczek. Wierzących ludzi bardzo szanuję i akceptuje ich stanowisko, choć czasem trudno mi pojąc jak można w tak dużym stopniu pozwolić na wdzieranie się religii w życie, manipulowanie nim. Jest jednak jedna zaleta wiary która myślę przekonuje wielu ludzi do nawrócenia. Przewodnik - niejednokrotnie w ostatnim czasie słyszałam, że Jezus daje odpowiedzi, rozwiązuje problemy jest przewodnikiem. Ściąga to w jakiś sposób z katolików potrzebę podejmowania decyzji, oczekiwanie na sygnał i modlitwa jest prostszym rozwiązaniem. A co gdy nie wszystko idzie po naszej myśli i to o co się modlimy nie zostało nam dane - to się nazywa opatrzność Boska - czyż to nie naiwne?
c.d.n
poniedziałek, 7 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Spokój
Sama się dziwię....jak by mnie ktoś zaczarował....tyle przeciwności losu, tyle kłopotów a ja spokojna i szczęśliwa....zero paniki, zero nerwów....Rodzinko już niedługo się zobaczymy, przytulimy i nagadamy:)
piątek, 6 czerwca 2014
Rozterki
Do wakacji pozostało niecałe 1,5 miesiąca, w tym czasie czeka nas przeprowadzka i Oli komunia. Codziennie mam ręce pełne roboty a głowę jeszcze pełniejszą od myśli. Bo choć w PL czekają na nas najbliżsi to wiemy, że przed pozostawionymi rok temu niedokończonymi spawami prawdopodobnie nie będziemy w stanie uciec. Mówi się , iż czas leczy rany ale w tym przypadku rany te za każdym razem będą na nowo rozrywane i dopóki jasno nie przeciwstawimy się nadstawianiu drugiego policzka dopóty za każdym razem odwiedzając Polskę będziemy czuli niesmak.
Ostatni rok był dla nas wielkim wyzwaniem, całe szczęście do tej pory wszystkie napotykane problemy udawało nam się rozwiązać. Doświadczenia te sprawiły, że jesteśmy bardziej pewni siebie i swoich racji.
Pewnie niektórzy swierdzą, że po roku emigracji się zmieniliśmy - i będzie to prawda, bo nikt już mi nie wmówi, że białe jest czarne a czarne jest białe.
Polsko See You Soon:))))))
Ostatni rok był dla nas wielkim wyzwaniem, całe szczęście do tej pory wszystkie napotykane problemy udawało nam się rozwiązać. Doświadczenia te sprawiły, że jesteśmy bardziej pewni siebie i swoich racji.
Pewnie niektórzy swierdzą, że po roku emigracji się zmieniliśmy - i będzie to prawda, bo nikt już mi nie wmówi, że białe jest czarne a czarne jest białe.
Polsko See You Soon:))))))
poniedziałek, 26 maja 2014
czwartek, 8 maja 2014
Umiar
Moje ostatni odkrycie - życie z umiarem, równowaga, balans to chyba to czego niektórym ludziom w życiu brakuje. Powinniśmy życie traktować jako składową rzeczy i zdarzeń z których według własnego sumienia i poczucia wartości wybieramy to co nas uszczęśliwi. Każdy człowiek posiada rozum, dany od Boga lub rozwinięty na tyle w procesie ewolucji aby pomagał nam rozróżnić dobo od zła. Obserwując innych przekonuję się , iż wiele osób ma problem z samodzielnym podejmowaniem decyzji, kierowaniem swoim życiem. Z drugiej strony nie toleruję osób, które nie przyjmują do świadomości rad innych uznając swoją rację za jedyną i słuszną. Dlaczego skoro każdy z nas ma takie samo prawo wyrażać swoje opnie, publikować je na łamach gazet czy w internecie dajemy się omamić i bezkrytycznie brniemy w wyznawane prze innych przekonania uznając ich wyższość tylko dlatego, że zostały wygłoszone przez księdza, polityka czy znaną osobę. Wszystko to sprowadza się do własnej, niskiej samooceny. Sami stawiamy swój rozum na szarym końcu podpierając się myśleniem innych, Prowadzi to często do zaszufladkowania naszego życia w ramach wyznawanych przez innych przekonań. Czy nie lepiej jest czytać, myśleć, przetwarzać i dostosować pewne poglądy tak aby nasze poczucie wartości, nasze zasady i nasz światopogląd nas uszczęśliwiał.
Słuchajmy - myślmy - dostosujmy - bądźmy szczęśliwi!
Słuchajmy - myślmy - dostosujmy - bądźmy szczęśliwi!
środa, 30 kwietnia 2014
Majówka
Majówka z mojego dzieciństwa to bose nogi na rozgrzanym asfalcie, długie włosy i białe spodnie mojej Mamusi, wata cukrowa i przejażdżka na kucyku. Nie wiem czy utkwiło mi to w pamięci bo robiliśmy to co roku czy dlatego, że było wyjątkowo, świątecznie, tak jak powinno być!
piątek, 25 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)
